Problem matki karmicielki

Zawsze myliła mi się prawa strona z lewą. I to wiecznie był problem. Kiedy trenowałam żeglarstwo, kiedy ćwiczyłam taniec towarzyski, kiedy sama uczyłam innych tańca, kiedy robiłam prawo jazdy, kiedy próbowałam wytłumaczyć komuś jak gdzieś dojść, albo co gorsza jak ktoś mi to wyjaśniał… Za każdym razem, kiedy mam do czynienia z określaniem stron, muszę w swojej głowie uruchomić pewien algorytm, który nazywa jedną z moich rąk mianem „lewa”, a drugą „prawa”. Trwa to zwykle około 2-3 sekund i bywa omylne. A teraz, kiedy karmię dziecko to nie dość, że muszę rozróżniać prawą i lewą stronę, to jeszcze (o zgrozo!) muszę pamiętać która była ostatnio i o jakiej godzinie!

Noszenie opasek, bransoletek i pierścionków na odpowiedniej ręce nie przyniosło rezultatu. Zawsze zapominałam je przełożyć na właściwą rękę. W końcu karmię cycem, a nie palcem, co nie? Postanowiłam więc umieścić oznaczenie bliżej owego karmiącego cyca. Kokardki, zapinki i inne tego typu duperele też niestety nie zdały egzaminu. Zawsze widząc taką kokardkę zastanawiałam się co ona, do cholery, oznacza – czy to, że tą piersią karmiłam ostatnio, czy może to, że teraz właśnie tą mam karmić? Jeśli kokardka była z tej strony, którą karmiłam poprzednio, to zwykle zapominałam ją przełożyć po karmieniu na inną stronę. A jeśli była na tej, którą powinnam teraz karmić, to zachodziłam w głowę jak ona się tam znalazła i czy aby na pewno nie zapomniałam jej przełożyć… I był też zeszyt z notatkami. Ale on się wiecznie gubił. A jak nie on, to długopis. No i wciąż nic.

Nawał mleczny był najlepszym „ratunkiem” z tej opresji. Gdy zbliżała się pora karmienia jeden z cycków niemalże wybuchał. Był wielki, twardy, obolały i krzyczał „TERAZ JA! TERAZ JA! TERAZ JA!”. No to idealnie! Nie trzeba pamiętać ani strony karmienia, ani pory, bo po tych trzech godzinach, to już nie dało się wytrzymać ani pięciu minut i koniecznie trzeba było malca nakarmić. Problem znów powrócił wtedy, kiedy wytwarzanie pokarmu zaczęło się stabilizować. Rzecz jasna najpierw tylko jeden cycek się ogarnął i nie świrował, ale drugi wciąż nie był w stanie pojąć ile mleka ma wytwarzać i jak często. No ale ten drugi zawsze był jakiś taki lewy…

Aplikacja na telefon – to było panaceum na wszelkie problemy. Nie dość, że aplikacja pamiętała godzinę karmienia, to jeszcze stronę, a na dodatek podpowiadała która jest lewa, a która prawa! Nie wiem jak kiedyś młode matki radziły sobie bez smartfonów i tych wszystkich genialnych aplikacji do obsługi niemowląt…

Ale mimo wszystko wciąż tak mam, że prawie zawsze kiedy przystawiam Hoganika do piersi, to zastanawiam się, czy aby na pewno dobrą stroną go karmię, czy prawa to jest z całą pewnością ta i czy faktycznie wcześniej karmiłam go lewą. A może na odwrót…
Internecie! Powiedz mi, że nie tylko ja jestem taką zakręconą matką. Proszę! Powiedz, że inne mamy też mają ten sam wieczny dylemat, kiedy mówią, że „lewa ręka to jest… ta?”


Tak, wiem – lewa strona to ta, gdzie duży palec u stopy jest po prawej stronie. Ale niestety w praktyce ta wiedza nie jest zbyt pomocna :-(

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s