Klasowa ofiara losu

rys. Bartosz Kosowski

rys. Bartosz Kosowski

Czy byłam kozłem ofiarnym wśród rówieśników? Czasem tak, czasem nie. Kilkakrotnie zmieniałam szkołę, przedszkole i za każdym razem rola kozła ofiarnego oraz jego kolejnych zastępców, były losowane niczym na loterii. Wiadomo, że znacznie większe szanse na wygraną miały osoby w jakiś sposób wyjątkowe i inne – okularnicy, jąkały, grubasy, samotnicy, indywidualiści. Ale nie jest to reguła. Bycie pośmiewiskiem w grupie i osobą poniżaną przez otoczenie wcale nie jest miłe i przyjemne. I jest przykrym przeżyciem dla każdego – zarówno dla dziecka, jak i dla dorosłego. Pewnie dlatego tyle się mówi o agresji w szkołach, o dzieciach odrzuconych przez społeczność klasy, o bezradności rodziców i obojętności nauczycieli na występowanie takich sytuacji. Wielu dorosłych ludzi żali się natomiast, że bycie pośmiewiskiem w szkole to dla nich prawdziwa trauma, że to zniszczyło im życie i popsuło przyszłość. I winę za swoje późniejsze niepowodzenia zrzucają na kolegów z klasy, którzy się z nich naśmiewali, albo na tych, którzy nie stanęli w ich obronie.

Lęk przed odrzuceniem przez grupę

Słysząc takie opinie i historie można dojść do wniosku, że stanie się kozłem ofiarnym w klasie to jedna z największych tragedii, jakie może spotkać człowieka. Ludzie panicznie boją się tego, że nie będą członkami jakiejś grupy. To całkiem normalne. Jako dziecko też się tego bałam. Ale bardzo szybko odkryłam, że są różne grupy i że jak w jednej mnie nie zachcą, to zawsze mogę spróbować być członkiem innej i właśnie w niej poszukać akceptacji, której potrzebuję. Poza obracaniem się w społeczności klasy szkolnej, uczestniczyłam również w życiu innych grup – chodziłam na koła zainteresowań, śpiewałam w chórze, uczęszczałam na kursy językowe, na basen, ćwiczyłam grę na instrumentach, trenowałam taniec, żeglarstwo, jazdę konną. Wiadomo, nie to wszystko na raz ;-) Ale na przestrzeni tych kilkunastu lat jednak trochę się tego nazbierało. Bo zawsze poza lekcjami szkolnymi miałam jakieś inne zajęcia dodatkowe. I właśnie te zajęcia dodatkowe i pasje, oraz częste zmiany otoczenia pozwoliły mi spojrzeć na grupy społeczne i role w nich odgrywane z zupełnie innej, szerszej perspektywy. I dziś właśnie tą perspektywę przedstawię.

Rola odludka w jakiejś społeczności jest zawsze przykra i bolesna. I tak na prawdę nikt nie czuje się z nią dobrze. Potrzeba akceptacji jest stosunkowo wysoko w hierarchii potrzeb człowieka. Kiedy już zaspokoimy naszą fizjologię, zaczynamy oczekiwać bezpieczeństwa, wygody, wsparcia, miłości i właśnie akceptacji. To jest ważniejsze nawet, niż nasza własna samoocena, niż bycie docenionym przez innych, oraz o wiele ważniejsze niż chęć samorealizacji, osiągania celów i odnoszenia sukcesów. Dlatego tak ważne jest, by być członkiem jakiejś grupy, by móc się z nią utożsamiać. My po prostu tego potrzebujemy.

A co jeśli się to nie udaje? Jeśli okazuje się, że grupa nas nie akceptuje, odrzuca i wyśmiewa? Wtedy musimy zrobić przede wszystkim dwie rzeczy: zrozumieć mechanizm kozła ofiarnego i znaczenie różnych ról w społeczeństwie, oraz poszukać akceptacji w jakiejś innej grupie. Przyjazna atmosfera zapewniana mi przez znajomych spoza szkoły, pozwalały mi przeżyć najbardziej przykre i kryzysowe chwile w roli klasowego pośmiewiska. Zaciskałam wtedy zęby i myślałam sobie, że już za kilka godzin sobie stąd pójdę, z radością pożegnam to stado baranów, a potem spotkam się z osobami, które mnie lubią. Z czasem przestałam reagować na docinki i złośliwości ze strony kolegów i koleżanek z klasy. Uświadomiłam sobie, że skoro w tej grupie nie jestem akceptowana, ale w innych już jestem, to wcale nie oznacza to, że ze mną jest coś nie w porządku, tylko po prostu z tą konkretną zbieraniną ludzi jest coś nie tak. Stąd był już tylko krok do zrozumienia, że nikt nie rodzi się ofiarą ani odludkiem, tylko po prostu w niektórych społecznościach staje się nim z najprzeróżniejszych, często zupełnie niezależnych od siebie, przyczyn. Świadomość tego faktu pozwala błyskawicznie odbudować poczucie własnej wartości, osłabione przez nieprzychylną grupę i znacznie ułatwia wyleczenie się z kompleksów.

Jak nie stać się kozłem ofiarnym?

To pytanie bardzo często spędza ludziom sen z powiek. Podobnie, jak bardziej desperackie „Co zrobić, kiedy zostało się kozłem ofiarnym?”. Szukając rozwiązań takowych problemów można spotkać wiele różnych porad. Niektóre bywają szalenie absurdalne, głupie i wręcz niebezpieczne. Przykład? Proszę, oto on:

  • nie wyróżniać się – lepiej nie demonstrować swojej odrębności, tylko wtopić się w grupę
  • nie okazywać słabości
  • nie identyfikować się z rolą kozła ofiarnego
  • od razu zająć inne miejsce w hierarchii – stać się klasowym błaznem lub kujonem (wszystkim, byle tylko nie kozłem ofiarnym!)
  • kogoś innego uczynić kozłem ofiarnym

NIE! NIE! NIE! NIE! I jeszcze raz NIE! Absolutnie żądnej z tych rzeczy nie powinno się robić!
Nie wiem kim jest Pani Sara Katulska, ale wydaje mi się, że nie powinna być aż tak wysoko w wynikach wyszukiwania Google, bo jej sugestie są po prostu szkodliwe społecznie. Ale nie tylko jej – wiele osób miewa podobnie nierozsądne pomysły na rozwiązywanie takowego problemu.

Wtapianie się w grupę, zabieganie o bycie jednym ze stada, tuszowanie swojego indywidualizmu, to nic innego, jak brak akceptacji samego siebie. Jeśli ktoś uważa, że lepiej być szarym, niewyjątkowym i statystycznym „Janem Kowalskim”, niż samym sobą, niech kliknie „X” w prawym górnym rogu strony.

Każdy człowiek ma jakieś wady i zalety. Silne i słabe strony. Wiadomo, że trzeba rozwijać swoje atuty i pracować nad tym, z czym mamy problem. Ale praca nad czymś nie oznacza zamiatania problemu pod dywan. Jeśli ktoś uważa, że kiedy zamknie drzwi od szafy, to bałagan w niej znajdujący sam się posprząta, również jest proszony o kliknięcie „X” w prawym górnym rogu.

Ja nie raz stawałam w obronie kozła ofiarnego. I nierzadko nawiązywałam znajomości z osobami odrzuconymi przez jakieś grupy. Czasem prowadziło to do tego, że sama zostawałam ofiarą, albo że nagle ogłaszano nas „zakochaną parą nieudaczników”, ale też czasem moja postawa stawała się wzorem dla innych i udawało mi się odwrócić sytuację – nagle oprawca i wyśmiewca stawał się kozłem ofiarnym.
Często grupa dostrzega niezdrową sytuację. Zauważa, iż winnym nie jest ofiara, tylko oprawca, ale woli nie ingerować w tą sytuację i nie ma odwagi podjąć jakiegokolwiek działania. Ja tą odwagę w sobie znajdywałam. Może dlatego, że kiedy sama bywałam kozłem ofiarnym, nauczyłam się empatii. Trudno jest wstać i być pierwszą osobą, która powie „Nie zgadzam się!”. Ale za to o wiele łatwiej jest stanąć w tłumie, za czyimiś plecami i powiedzieć „Ja też się nie zgadzam.”. I wiele osób już jest w stanie zdecydować się na poparcie lidera, samemu jednak pozostając z tyłu. Kto uważa, że jednak lepiej w ogóle nie ryzykować i nigdy nie wyciągać pomocnej dłoni w stronę kozła ofiarnego, ten mam nadzieję wie jak kliknąć w „X„.

Najłatwiejszą i zawsze najbezpieczniejszą metodą jest wycofanie się na z góry upatrzoną pozycję. Gorzej, kiedy ktoś jeszcze upatrzy sobie tą samą pozycję. Wtedy trzeba będzie już o nią walczyć. I można tą walkę niestety przegrać. Albo kiedy okazuje się, że jednak ta pozycja nie jest dla nas najlepszą i najkorzystniejszą. I na dodatek czujemy się w niej niekomfortowo. Jeśli ktoś sądzi, że lepiej zasłonić się za bezpieczną maską, zamiast być po prostu sobą, temu przypominam, że „X” znajduje się w prawym górnym rogu.

Rzucanie kamieniem w kogoś, świadczy o głupocie. Ale już rzucanie kamieniem w kogoś tylko po to, żeby samemu nie oberwać, to nie tylko głupota, ale i hipokryzja, obłuda, tchórzostwo. Wcale nie tak łatwo jest wskazać kozła ofiarnego. Po pierwsze trzeba być liderem i mieć wsparcie grupy. Ale tacy ludzie i tak z reguły nie zostają kozłami ofiarnymi. Natomiast jeśli nie ma się osobowości lidera, można niechcący samemu postawić się w roli kozła ofiarnego, który jest przez wszystkich linczowany za to, że nadużywa agresji. Tak więc ktoś, kto celowo podsuwa grupie jakiegoś kozła ofiarnego może nie tylko stać się jego ewentualnym następcą w przyszłości, ale też może od razu zostać przez tą grupę wykluczony. Jeśli ktoś jednak uważa, zawsze lepiej jest być świnią i tchórzem, niż kozłem ofiarnym, to mam nadzieję, wie gdzie znajduje się „X” i co powinien z nim zrobić.

Czy bycie pośmiewiskiem w szkole to faktycznie trauma i tragedia?

Ok, przeszliście już selekcję wstępną, więc możecie czytać dalej.

Bycie kozłem ofiarnym samo w sobie nie jest aż tak straszną traumą, ani tragedią. Fakt, jest to przykre przeżycie. Ale to po prostu kolejna lekcja w życiu, która pozwala nam się czegoś nauczyć. Traumą jest natomiast lęk przed byciem odrzuconym przez kolegów i koleżanki z klasy, a tragedią jest pozwolić temu lękowi sparaliżować nas i zmusić do walki o uzyskanie akceptacji. Wiadomo, że zawsze fajniej jest być lubianym w klasie, niż nielubianym. Szkoła ma to do siebie, że spędzamy w niej dużo czasu, prawie codziennie, przez kilka lat, wciąż w tej samej grupie osób. Stanie się kozłem ofiarnym i obiektem agresji w takiej społeczności niejako zmusza nas do pozostania odludkiem przez cały ten czas. Ale na szkole świat się przecież nie kończy.

Dla rozpoczynającego szkołę 6-latka perspektywa bycia pośmiewiskiem aż do końca podstawówki (a czasem nawet i dłużej, kiedy przykra „łatka” przewędruje do kolejnej szkoły), to po prostu przerażająca wizja. Dlatego tak ważne jest, żeby takiemu dziecku pomóc zrozumieć na czym polega problem i ułatwić mu znalezienie akceptacji w jakiejś innej grupie. Budowanie w nim lęku przed byciem odrzuconym przez grupę i zachęcanie do desperackiej walki o bezpieczną pozycję nie prowadzi do niczego dobrego. A wręcz szkodzi, bo w razie ewentualnego niepowodzenia, rola klasowej łajzy jest dla takiego dziecka jeszcze bardziej przykra i bolesna.

Klasowa oferma. I co dalej?

Jeżeli fakt bycia lub nie bycia pośmiewiskiem jest w pewnym stopniu losowy i niezależny od nas, to czy zmiana klasy lub szkoły pomoże? Niestety, to nie jest takie proste. Najważniejsze jest, aby dziecko nie bało się, że w innym otoczeniu może stać się ofiarą agresji i odrzucenia. Lepiej najpierw uświadomić mu, że to, że nie jest lubiany w klasie nie ma żadnego wpływu na to, czy lubią go koleżanki i koledzy z zajęć dodatkowych. Pokazać mu, że jest wartościową osobą, która może być lubiana przez rówieśników. „Nowy” w klasie zawsze jest obiektem zainteresowania. Kiedy więc poddaje się temu ostrzałowi z lękiem, obawiając się, że ktoś go źle oceni, to prawdopodobnie rówieśnicy szybko odkryją tą słabość. Kiedy jednak „nowy” wyraża chęć poznania kolegów i koleżanek z klasy, zaprzyjaźnienia się z nimi, nie chce walczyć o akceptację, tylko podchodzi do rówieśników bez zbędnych obaw i zahamowań – wy poznajecie mnie, a ja poznaję Was – wtedy oni patrzą na niego przychylniej. Przygotowanie dziecka do takiej zmiany szkoły wymaga więc trochę czasu i wysiłku.

Poza tym, warto zachować pewien narzucony przez system edukacji 3-letni cykl. Najpierw jest nauczanie początkowe w szkole podstawowej. Potem, w 4 klasie, pojawiają się nowe przedmioty, nowi nauczyciele, czasem zmienia się też wychowawca. Następnie jest 3-letnie gimnazjum, a po nim szkoła średnia. Na początku każdego z tych 3-letnich cykli uczniowie muszą odnaleźć się w nowych warunkach, które w mniejszym lub większym stopniu różnią się tych, które panowały wcześniej. I właśnie to jest moment, kiedy najlepiej jest zmienić szkołę. Wcześniejsza, lub późniejsza zmiana wcale nie musi być gorsza. Jednak sytuacja, w której każdy musi w jakimś stopniu dostosować się do nowych warunków jest o wiele bardziej komfortowa niż taka, w której wszyscy się już dostosowali, a tylko jeden jedyny „nowy” nie wie nic o niczym. Jest to szczególnie ważne zwłaszcza w przypadku dzieci, które miewały problemy z byciem klasową ofermą. Jeśli jednak 3-letni cykl to zbyt długo, to warto chociaż poczekać ze zmianą do początku nowego roku szkolnego. Lub chociaż do końca semestru. Zawsze łatwiej jest zaczynać od jakiegoś tam początku czegoś, niż od środka.

A co zrobić, żeby cierpliwie dotrwać do końca szkoły/roku/semestru w roli kozła ofiarnego? To jest trudne, ale jak najbardziej wykonalne. Przede wszystkim, trzeba poszukać akceptacji w jakiejś innej grupie rówieśników. Koła zainteresowań i zajęcia dodatkowe to świetna metoda! Potrzebujemy akceptacji i świadomości, że jesteśmy wartościową osobą. A tacy pozaklasowi znajomi, z którymi często się spotykamy, dają nam ogromne wsparcie.
Po drugie – na zaczepki nie reagować emocjonalnie. Zaczepiający karmi się reakcjami swojej ofiary. Im bardziej żywiołowa i impulsywna jest reakcja, tym większą jest zachętą do dalszych docinków, dokuczań i upokorzeń. Warto więc trzymać emocje na wodzy i reagować oszczędnie, ale skutecznie.
Po trzecie – nie odrzucać pomocnych dłoni, szukać wsparcia. Kiedyś stanęłam w obronie koleżanki, z której klasa się naśmiewała. Sama wtedy oczywiście padłam ofiarą kpin. A co zrobiła koleżanka? Okazało się, że ona również mnie odrzuciła. Uznała, że nie lubi mnie tak samo bardzo, jak całej reszty osób w klasie i że wcale nie chce mieć we mnie wsparcia, ani przyjaźnić się ze mną. No cóż, można być też odludkiem i ofiarą na własne życzenie. Następnym razem dwa razy zastanowiłam się, zanim znów zaoferowałam jej swoją pomocną dłoń.
Po czwarte, najważniejsze – prosić o pomoc i reakcje. Dziecko w szkole ma ten komfort, że zawsze może zwrócić się do rodziców, do wychowawcy, do pedagoga szkolnego. Nie zawsze ich pomoc jest właściwa i skuteczna. Ale zawsze warto po nią sięgnąć. Trzeba też pamiętać o tym, że nie tylko ofiara agresji może powiedzieć o problemie – jej świadkowie również mogą zakomunikować innym, że dzieje się coś złego.

Kozioł ofiarny pojawia się w różnych społecznościach. Nie tylko w klasie, w szkole. Ludzie czasem zaskakują mnie tym, jak silną mają potrzebę pokazania grupie, że są silniejsi i lepsi od kogoś innego. Szkoła nie jest więc jedynym miejscem, gdzie kończy się i zaczyna problem bycia ofiarą i pośmiewiskiem. Szkoła, to po prostu taki poligon ćwiczebny, na którym możemy nauczyć się jak działa ten mechanizm i jak możemy sobie z nim radzić w przyszłości.

Reklamy

4 Comments

    1. W gruncie rzeczy, problem „kozła ofiarnego” pojawia się w bardzo wielu społecznościach, nie tylko w tych szkolnych. Dlatego ten tekst w pewnym sensie jest aktualny dla każdego z nas, bez względu na to, czy ma dzieci w wieku szkolnym, czy nie.

      Polubienie

      Odpowiedz

  1. W powyższych „mądrościach” mnóstwo błędów w logicznym rozumowaniu, np:

    – „Kiedy już zaspokoimy naszą fizjologię, zaczynamy oczekiwać bezpieczeństwa, wygody, wsparcia, miłości i właśnie akceptacji. To jest ważniejsze nawet, niż nasza własna samoocena, niż bycie docenionym przez innych, oraz o wiele ważniejsze niż chęć samorealizacji, osiągania celów i odnoszenia sukcesów.” Otóż, akceptacja grupy nie może być ważniejsza niż nasza samoocena, bo jedno jest konsekwencją drugiego. Akceptacja grupy jest środkiem do budowy naszej samooceny, która decyduje o naszym komforcie psychicznym i działa jak sprzężenie zwrotne, tzn. ofiary klasowe tłamszone, codziennie szykanowane, prześladowane, poniżane i zastraszane nigdy nie mają wysokiej samooceny, czują się ZEREM, tak określił siebie 14-letni Dominik Szymański, który odebrał sobie życie. Innymi słowy, brak akceptacji jest przyczyną niskiej samooceny, która często w skutkach staje się tragedią.
    Ponadto, autorka pisząc, że akceptacja jest ważniejsza niż bycie docenionym przez innych, powiela kolejne brednie, ponieważ akceptacja to nic innego jak właśnie docenienie przez innych!

    – „Bycie kozłem ofiarnym samo w sobie nie jest aż tak straszną traumą, ani tragedią. Fakt, jest to przykre przeżycie. Ale to po prostu kolejna lekcja w życiu, która pozwala nam się czegoś nauczyć. Traumą jest natomiast lęk przed byciem odrzuconym przez kolegów i koleżanki z klasy, a tragedią jest pozwolić temu lękowi sparaliżować nas i zmusić do walki o uzyskanie akceptacji.”
    Autorka najwyraźniej nie rozumie związków przyczynowo-skutkowych i że paraliżujący lęk przed odrzuceniem bierze się właśnie z bycia kozłem ofiarnym, bo w innej sytuacji on nie powstaje, czyli największą traumą jest bycie kozłem ofiarnym, a lęk jest tylko tego konsekwencją, skutkiem, późniejszym następstwem.
    Proponuję, by autorka przestała udzielać tutaj nielogicznych rad, których zresztą sama nie rozumie.

    Polubienie

    Odpowiedz

    1. Hanka7, dzięki za komentarz. Widzę, że problem „kozła ofiarnego” i mój tekst skłoniły Cię do wielu rozważań.

      To właśnie miałam na myśli – że akceptacja przez otoczenie ma istotny wpływ na naszą samoocenę. Dlaczego więc akceptację uznałam za ważniejszą, skoro jedno wynika z drugiego? Bo z drugiego nie wynika pierwsze ;-) Owszem, osoby pewne siebie, znające własną wartość są zazwyczaj lepiej postrzegane przez otoczenie. Ale gdyby nasza samoocena miała aż tak istotny wpływ na nasze relacje społeczne, jak działa to w przeciwnym kierunku, to osoby zakompleksione nie miałyby przyjaciół. A tak przecież nie jest.
      Natomiast różnica między akceptacją, a docenieniem jest znacząca. Zrozumiesz, jeśli kiedyś Twój nauczyciel/szef/ktokolwiek zaakceptuje to co robisz (da przysłowiowe „zaliczenie”/powie „jest spoko, może być”) lub doceni to (nagrodzi wysoką notą, premią, pochwali, postawi za przykład). Docenienie to coś znacznie więcej, niż po prostu akceptacja.
      Lęk przed odrzuceniem przez grupę wynika z tego, że zostało się odrzuconym przez grupę. Nie ma przecież dymu bez ognia, prawda? Ale sens i cel tego tekstu jest zupełnie inny – by nie pozwolić na to, żeby ten lęk nas sparaliżował. Można winić kolegów z klasy za to, że zostało się kozłem ofiarnym i cierpieć z tego powodu. Ale można popatrzyć na to z innej strony – słowa i działania innych ranią nas na tyle, na ile im pozwalamy. Życie toczy się wokół nas i w naszej głowie. I ja w tym tekście zachęcam do tego, żeby zadbać o to życie, które dzieje się w głowie, żeby nie poddać się lękowi, tylko działać i radzić sobie z nim.

      Natomiast odnosząc się do ostatniego, dość pretensjonalnego zdania w Twojej wypowiedzi powiem, że „tutaj”, to jest mój blog, który z założenia powstał po to, żeby znajdowały się na nim moje przemyślenia, opinie i teksty. Dlatego wszelkie moje mądrości i rady dalej będą się tutaj pojawiać, nawet jeśli okażą się one nielogiczne i niezrozumiałe dla nikogo, łącznie ze mną ;-)

      Polubienie

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s