Listopadowy splin

Listopad, wbrew pozorom, to najdłuższy miesiąc w roku. Tegoroczny ciągnął mi się bardziej niż „Klan” i „Moda na sukces” razem wzięte. Myślałam, że już nigdy się nie skończy. Smętny, szarobury i zimny czas, pomiędzy kolorową jesienią, a magicznym okresem Świąt Bożego Narodzenia. Szpece od marketingu próbują udawać, że listopada w ogóle nie ma. Chowają go gdzieś pomiędzy pełnym pomarańczowych dyń październikiem, a pachnącym cynamonem i pomarańczową grudniem. Ale te wszystkie choinki, mikołaje i kolędy w listopadzie jakoś nie działają, są takie nieprawdziwe i mało przekonujące.

Photo by Matthew Brodeur

Photo by Matthew Brodeur

My też udajemy, ze tego miesiąca nie ma. Myślimy, że skoro on jest szary, bury, zimny i smętny, to my schowamy się przed nim gdzieś pod ciepłym kocem. Jak małe dzieci łudzimy się, że jeśli zamkniemy oczy i nie widzimy świata, to świat również nie widzi nas. Chowamy się więc przed całym światem, przed listopadem i co gorsza… przed sobą nawzajem. Obawiamy się, że jeśli ktokolwiek nas znajdzie w naszej kryjówce, to w takim razie listopad też jest w stanie nas znaleźć. I od innych oczekujemy tego samego: że oni również będą siedzieć w swoich kryjówkach i udawać, że ich nie ma. Więc ganimy wszystkich tych, którzy mają odwagę stawić czoło listopadowi.

Ja, jak co roku, starałam się jakoś odczarować ten smętny i depresyjny okres. Łapałam wszystkie miłe i wyjątkowe chwile, i trzymałam się ich kurczowo. Szukałam zajęć dla swojej głowy i dla rąk, cieszyłam się każdym drobiazgiem i świętowałam każdy, nawet mały, sukces. Mimo to, tegoroczny listopad nie obszedł się ze mną łaskawie. Rzeczywistość boleśnie (tak, dosłownie – boleśnie!) zweryfikowała kilka moich planów i marzeń.
Jestem osobą, która zawsze walczy do końca. Zawsze płynę, póki nie osiągnę mety, mimo iż wiatr nie sprzyja, mimo iż wszyscy inni się wycofali – ja wciąż dążę do celu. Na palcach policzę wszystkie te sytuacje w moim życiu, kiedy zdecydowałam, że rezygnuję. Kilka z nich, miało miejsce w przeciągu ostatnich tygodni.

Jak nie lubię narzekać (i od zawsze uważałam, że robię to stanowczo zbyt często!), tak w listopadzie doszłam do wniosku, że chyba jednak muszę zacząć narzekać więcej. Zaliczam się raczej do osób pogodnych i radosnych. Uśmiechnięta, wesoła, miła, z sercem na dłoni i pełna energii – tak mnie ludzie widzą i tego ode mnie oczekują. Daję im to (mimo, iż ostatnimi czasy bycie miłą i pełną energii jest dla mnie cholernie trudne) i liczę na to, że w zamian też dostanę od nich same pozytywy. A tu nagle okazuje się, że ludzie mi zazdroszczą, że czują do mnie żal o to, że taka jestem.

Patrzcie, wygrała los na loterii! Ma kochającego męża, są szczęśliwi i niczego im nie brakuje.
Urodziło się im takie piękne, słodkie i pogodne dziecko.
A ona teraz tylko siedzi sobie w domu, z tym cudownym maluchem
i ma raj.
Widzicie jak ona wygląda! Jeszcze niedawno była w ciąży, a teraz znów biega w pięknych kieckach, uczesana i umalowana – zupełnie jakby przez ostatni rok tylko ćwiczyła z Chodakowską, a nie w ciąży była, dziecko rodziła i przewijała pieluchy.
I chyba jej woda sodowa do głowy od tego szczęścia uderzyła,
bo ostatnio coś się drażliwa zrobiła…

Tak, owszem, mam to wszystko: cudownego męża i słodkiego synka, których kocham nad życie, oraz parę niebrzydkich ubrań, kosmetyków i szczotkę do włosów. Mam to. Ale tego nie wygrałam w totka, nie dostałam od ciotki z Ameryki, ani nie znalazłam w opakowaniu płatków śniadaniowych. To wszystko jest owocem mojej pracy. To kosztowało i wciąż kosztuje mnie sporo trudu i wysiłku. To wszystko ma swoją cenę, którą musiałam zapłacić. Ba! Ja wciąż za to słono płacę! Każdego dnia. Nie, nie pieniędzmi. Za szczęście płaci się o wiele cenniejszą i znacznie trudniejszą do zdobycia walutą.

Czy jestem szczęśliwa? Owszem, jestem. I to bardzo. Ale wierzę, że raj to jednak coś więcej.

Więc zaczęłam narzekać, żeby ludzie to zauważyli, zrozumieli i docenili. I przestali ode mnie wymagać i oczekiwać tego, czego nie jestem w stanie im dać. Nie mieli do mnie żalu o to, co mam i co robię. Zrozumieli, że jestem dokładnie takim samym człowiekiem jak oni, tylko stoję w innym miejscu. Nie mam ani lepiej, ani gorzej. Mam po prostu inaczej.
Wiele osób nie wie, że pod tą kiecką, w której wyglądam zgrabnie, mam majtki ogromne jak Bridget Jones. Zakładam je przez dwie minuty, od ud aż po cycki i już mi znika po-ciążowy brzuszek i widać, że mam talię. A na to pas stabilizacyjny. Niezbyt wygodny i drogi. Żebym mogła chodzić, żeby nieco mniej bolało. A nieprzyjemny ból to niestety nie jest moje jedyne zmartwienie. 
Wiele osób nie wie, że nawet szczęśliwi ludzie czasem płaczą. Że nawet Ci, którzy mają wszystko, odczuwają czasem brak czegoś. Że nawet optymista widzi czasem szklankę do połowy pustą. Że nawet ktoś, kto się już ustabilizował, też czasem nie wie na czym stoi.
Wiele osób nie wie, że dziecko, nawet takie słodkie, piękne i śmiejące się, które jest zdrowe i przesypia noce, to też sporo zmartwień i problemów. Macierzyństwo to znacznie więcej.
Ba! Wiele osób nawet nie wie, że dzieci wcale nie przynosi bocian! Że dzieci się rodzi, i to wcale nie tak, jak to pokazują na filmach, że najpierw trzeba być w ciąży, która wbrew pozorom stanem błogosławionym wcale nie jest, że potem jeszcze trzeba dojść do siebie po tej ciąży i po porodzie, i że to niekoniecznie musi trwać 6 tygodni.

Wiele osób widzi tylko to, co chce wiedzieć i udaje, że nic więcej nie ma.

Listopad już minął. Odszedł, zostawiając za sobą parę niezbyt wesołych chwil, kilka miłych wspomnień i garstkę sympatycznych zdjęć do rodzinnego albumu.
I sporo przemyśleń.

Advertisements

2 Comments

    1. Pewnie szefostwo zadowolone! Wypoczęty pracownik, to produktywny pracownik. Już nie zgłębiajmy się może w takie szczegóły jak to, czy pracownik jest produktywny w pracy a wypoczywa w domu, czy może na odwrót… ;-)

      Lubię to

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s