Babski Basen

Girls Splash Pole grawitacyjne w okolicach mojego łóżka i kanapy stało się znacznie silniejsze, a ilość schodów, które muszę pokonać, żeby wejść do mieszkania zdecydowanie się zwiększyła. Ciężko mi powiedzieć o ile, ale różnica jest odczuwalna. Odległość do najbliższego sklepu, czy na przystanek autobusowy też jest trochę dłuższa, niż była kiedyś.
Co jest, u licha, nie tak z tym światem?

Niestety, ciąża nie obeszła się ze mną zbyt łaskawie. Dwie kreski na teście odczytała energiczna i chuda jak tyczka do fasoli dziewczyna, która zawsze dużo się ruszała, tańczyła, pływała wpław, żeglowała, jeździła na nartach i chodziła po górach. A na porodówkę wtoczyła się wciąż zgrabna, jak na swój stan, piłka lekarska, ważąca o 40% więcej niż przedtem.

Nawet jako ciężarówka wciąż lubiłam się ruszać i póki mogłam, to się ruszałam. Ale pod sam koniec okazało się, że mam przestać się ruszać i zacząć leżeć. Ach, cóż to była dla mnie za katorga! Nie mogłam się doczekać aż wreszcie urodzę, dojdę do siebie i zacznę żyć aktywnie. Moja euforia zakończyła się jednak kilka tygodni po porodzie, kiedy okazało się, że dobrze by było gdybym jednak dalej leżała, oszczędzała się i nic nie dzwigała. No dobrze, a ile to będzie trwało? No wie pani…

Nie taki był plan. Marzyłam o długich spacerach z dzieckiem we wózku, o byciu wszendobylską mamą z niemowlakiem w chuście i o powrocie do tańca ze Ślubnym w parze. A w zamian za to, moim partnerem jest aktualnie pas stabilizujący, z dzieckiem głównie leżę i siedzę, zamiast biegać po świecie, a za długi spacer mogę uznać wyprawę do najbliższej Biedronki, albo Kerfa. Miała być aktywna i pełna energii mama, a jest płaskodupie i chandra z nim związana. Ale nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie wymyśliła! Skrzyknęłam kilka koleżanek i razem chodzimy co tydzień na basen.

Wokół grzyba

Początki były trudne. Kiedyś pływakiem byłam całkiem nawet nie najgorszym i kilometr żabą to dla relaksu sobie machałam. Jednak gdy w listopadzie uczyniłam wielki basenowy comeback, to okazało się, że dotarcie na drugi tor jest dla mnie nie lada wyczynem. A co dopiero, jak wolny jest tylko tor na samym środku basenu? Z pokorą poczłapałam więc na brodzik i grzecznie chlapałam się w sięgającej co najwyżej po pas wodzie, tuż obok wielkiego, czerwonego, sikającego wodą z kapelusza, grzyba. Po miesiącu spędzonym w basenowym przedszkolu nadszedł czas na zerówkę.

Gdy już pokonanie odległości w poprzek toru było dla mnie bułką z masłem i bananem, nadszedł wreszcie czas, by spróbować swych sił na dystansie wzdłuż. No, proszę państwa, jeden basen to odległość ponad czterokrotnie większa niż z kanapy do lodówki. To już nie przelewki! Zanim więc po raz pierwszy dotknęłam przeciwległej ściany, zasapałam się do granic możliwości i upociłam się tak bardzo, że wody w basenie przybyło prawie drugie tyle. Jednak po paru tygodniach regularnego chodzenia na basen i siedzenia w dżakuzi moja kondycja poprawiła się na tyle, że czuję się ledwo żywa dopiero po przepłynięciu całego basenu, a nie już w połowie. Tak więc podczas któregoś grudniowego „Babskiego Basenu” wymyśliłam sobie bardzo ambitne postanowienie noworoczne.

Tylko dla umiejących pływać

Tabliczka z takim właśnie napisem wisi nad największym basenem na całej pływalni. Podczas pierwszego zeszłorocznego wypadu na basen ta strefa VIP, przeznaczona tylko i wyłącznie dla ogarniętej pływacko elity, otoczona młodymi i wysportowanymi ratownikami, była dla mnie niczym witryna cukierni dla przedszkolaka. Plywając wokół czerwonego grzyba zerkałam tam ukradkiem i marzyłam, żeby móc tam kiedyś wejść. Postanowiłam, że po nowym roku pójdę się zamoczyć w wodzie tylko dla umiejących pływać. Na tę okazję zakupiłam sobie nawet nowy strój kąpielowy, w którym mój, wciąż jeszcze widoczny, pociążowy brzuszek wygląda słodko. Podczas ostatniego grudniowego „Babskiego Basenu” testowałam mój nowy nabytek (ale byłoby wstyd, gdyby się okazało, że przystojny pan ratownik musi wyławiać moje gacie z tej wody dla umiejących pływać!) i na całej pływalni nie widziałam nikogo, kto miałby ładniejszy strój ode mnie (planowałam przemilczeć fakt, że nie ubrałam tego dnia soczewek i w ogóle nic nie widziałam, ale wydaje mi się, że przy -10 dioptriach ta informacja jest jednak dość istotna). A pierwszy tegoroczny „Babski Basen” już wnet, więc wiekopomna chwila nadchodzi.

Po tych dwóch miesiącach regularnego chodzenia na basen siła przyciągania do kanapy niewiele zmalała (a po Świętach, to chyba nawet jeszcze bardziej wzrosła), ale moje samopoczucie poprawiło się znacząco. Mam nadzieję, że nadchodzącą wiosnę, mimo wszystko, uda mi się powitać w znacznie lepszej kondycji, niż żegnałam ją w tamtym roku.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s