Szczegółowy plan na życie

26

Znasz to uczucie, kiedy planujesz coś bardzo, bardzo skrupulatnie, ze wszystkimi najdrobniejszymi szczegółami, kiedy wkładasz w coś mnóstwo wysiłku, czasu i energii, a potem okazuje się, że jednak nie wszystko poszło zgodnie z Twoimi zamierzeniami? A czy zdarzyło Ci się kiedyś coś, czego zupełnie się nie spodziewałeś, co w ogóle nie było w Twoich planach, ale jednak ostatecznie okazało się czymś megapozytywnym? Tak to już w życiu bywa, że niektóre rzeczy dzieją się jakby… niezależnie od nas, a w jedno miejsce zawsze prowadzi kilka różnych ścieżek.

 

Wyobraź sobie taką sytuację: pracujesz w jakiejś dużej, międzynarodowej firmie i marzysz o awansie i wysokim stanowisku. Lubisz swoją pracę, ale po cichu myślisz sobie, że fajnie byłoby mieć własny gabinet z wygodnym fotelem, designerskim biurkiem i dużym oknem. To tylko takie Twoje małe, zawodowe marzenie – żeby Twoja praca wyglądała jak z Hollywoodzkiego filmu. Ale jednak fajnie by było, gdyby się spełniło. Więc wkładasz w swoją pracę dużo wysiłku, jesteś rzetelnym i porządnym pracownikiem – najlepszym na swoim szczeblu. A tutaj mimo wszystko nic. Ba! Jest nawet jeszcze gorzej! Bo któregoś dnia szef wzywa Cię do siebie, bełkocze pod nosem coś o redukcji etatów i wręcza Ci wypowiedzenie.
Ale jak to!? Dlaczego!? Czemu Ty!?
Długie poszukiwania pracy nie przynoszą rezultatów, więc postanawiasz… otworzyć własny sklep, zacząć malować obrazy, pisać książki, kręcić filmiki i wrzucać je na YouTube… Skoro i tak nie masz nic innego mądrzejszego do roboty, to czemu by nie zająć się po prostu czymkolwiek? Czymś, co zawsze chciałeś robić, ale wydawało Ci się, że to po prostu strata czasu.
Po kilku latach okazuje się, że Twój sklep przynosi całkiem niemałe zyski, a Ty musisz zatrudnić pracowników, żeby cało się to wszystko ogarnąć. Twój kanał na YouTube ma miliony wyświetleń, a o Twoje książki czy obrazy ludzie się zabijają i piszą o tym we wszystkich mediach. Zaraz, zaraz… Czy aby przypadkiem nie spełniło się właśnie Twoje marzenie – wysokie stanowisko (przecież jesteś szefem!), lepsze zarobki, fajna praca, którą lubisz i która Cię cieszy…

Dobra, dobra! Takie rzeczy, to zdarzają się przecież tylko we filmach! No to okej, może teraz coś nieco mniej „nierzeczywistego”.

Jakaś wielka okazja się zbliżą, więc Ty stoisz cały dzień przy garach, żeby upichcić coś ekstra. Pół miasta trzeba było najpierw zjeździć, żeby kupić wszystkie składniki, a przepis z internetu znasz już na pamięć! Gotujesz, gotujesz, gotujesz, gotujesz… I nie wychodzi! Wygląda… trochę średnio… Ale zawsze można to po prostu gęściej obsypać świeżą bazylią i będzie. Kosztujesz i… pół dnia Twojej pracy trafia do kosza! Tego nie da się zjeść! Czytasz przepis jeszcze raz. Wszystko się zgadza! Kurde, chyba temu cymbałowi z internetów gdzieś się pomyliła cyferka przy pisaniu składników…
Godzina „zero” już za 58 minut, Ty wyglądasz jak dziecko wojny, a kuchnia – to istny plac boju. Dobra, nieważne. Na obiad będzie pizza. A w lodówce, poza resztkami składników na najgorsze danie świata są jeszcze parówki, ciasto francuskie, keczup, majonez, ser żółty… Coś się z tego wymyśli. Idziesz pod prysznic się ogarnąć.
Jeszcze tego samego, katastrofalnego dnia, okazuje się, że zupełnie przypadkiem odkrywasz najlepszą pizzerię w mieście, a parówki z warzywami i serem żółtym zapiekane w cieście francuskim, przyprawione tą cholernie drogą przyprawą, którą trzeba było kupić do ugotowania… tego czegoś, okazały się przepysznym i szybkim daniem, którym zachwycali się wszyscy. Od dziś te parówki trafiają na stałe do Twojego popisowego menu.

Albo jeszcze inaczej…

Zawalasz rok na studiach. Musisz powtarzać. Albo w ogóle iść na inny kierunek, inną uczelnie… i ogólnie nie masz co ze sobą zrobić przez cały semestr… Tragedia!
Żeby zarobić szukasz pracy. Nie jest łatwo, ale udaje Ci się znaleźć coś fajnego. Zaczynasz studia na innym kierunku i czujesz się dziwnie, taki stary dinozaur, wśród samych kotów… Ale po jakimś czasie okazuje się, że ten inny kierunek to jest właśnie to, co Ci się podoba, że poznajesz wielu fajnych ludzi, że i jeszcze przed ukończeniem studiów możesz sobie wpisać w CV coś więcej, niż tylko ogólniak i piątkowy dyplom ukończenia uniwersytetu.

Lub jeszcze prościej, zupełnie bezboleśnie…

Gdzieś, gdzie się tego zupełnie nie spodziewasz, poznajesz fajnych ludzi. Masz garstkę znajomych, kumple, kumpelki… Jest fajnie :-) Zakochujesz się w kimś z tej paczki i okazuje się, że ten ktoś też coś do Ciebie czuje. Ekstra, nie? A przecież nie planowałeś poznać nikogo ciekawego, zapisując się na kurs języka węgierskiego…

Już wiesz do czego zmierzam?
Jakie masz palny? Jakie miałeś? Które się ziściły, a które nie? I w jaki sposób się to działo? A co spotkało Cię fajnego, czego w ogóle nie było w żadnym planie? Życie lubi płatać nam figle. Lubi zapytać nas filuternie „No to jaki masz na mnie plan?” i potem zagrać nam na nosie, wywrócić wszystko do góry nogami i jeszcze zasypać jakimiś innymi, zupełnie niespodziewanymi problemami. A czasem bywa tak, że życie powie nam „Wiesz co, fajny ten Twój cel i plan też całkiem spoko… ale ja mam lepszy pomysł.” – i po prostu zmienia tą Twoją koncepcję i trochę ją modyfikuje. Tak bez żadnych większych rewolucji – ot, po prostu dzieje się. I na koniec dnia okazuje się, że w sumie, to wszystko wyszło nawet lepiej, niż się tego spodziewałeś.

Można się załamywać, płakać, rwać sobie włosy z głowy i krzyczeć na całe gardło, że właśnie Twoje życie legło w gruzach, że to nie tak miało być. Albo można się z tym pogodzić i zobaczyć co dobrego przyniósł Ci los.

Pamiętaj, do jednego celu zawsze prowadzi kilka dróg.

Advertisements

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s