Oscarowa popkultura

Oscar's PopcultureZa kilka dni wręczenie nagród Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. Jak co roku, razem ze Ślubnym oglądamy wszystkie filmy nominowane w kategorii „Najlepszy Film” oraz wybrane propozycje nominowane w innych kategoriach. Każde z nas typuje swoich zwycięzców i potem sprawdzamy komu udało się odgadnąć werdykt jury (nie raz zdarza się, że nikt nie trafi ;-) ). W tym roku, w każdej kwestii byliśmy bardzo zgodni już od samego początku, mimo iż tegoroczne nominacje wywołały w naszym domu na prawdę sporą dyskusję.

Oscary i popkultura

Nagród filmowych do zdobycia jest całkiem sporo. Najwybitniejsi ludzie filmu mają na swoich półkach całe kolekcje pozłacanych, posrebrzanych, brązowych lub kryształowych zwierząt, roślin (czasem nawet i owoców ;-) ), ludzkich sylwetek, planet, popcornów i innych statuetek. Jednakże, nagrodą uznawaną za najbardziej prestiżową i budzącą zawsze największe emocje jest prosty, nagi rycerz, o wdzięcznym imieniu Oscar. „Oscarowy film” to hasło-klucz, które w głowach większości ludzi budzi takie skojarzenia, jak „dobry film”, „wart obejrzenia”, czy „wypada znać”. Inne nagrody też są całkiem dobrym wyznacznikiem jakości, ale jednak to właśnie Oscary są „tymi najważniejszymi” i śledzonymi przez największą ilość osób. Tylko taki stuprocentowy, prawdziwy, wysoce nieszablonowy, manifestujący hipster na hasło „Oscarowy film” bez wahania odpowie, że Oscary są mainstreamowe i że nie będzie tego oglądać.

No właśnie, Oscar, to pewien symbol filmowej popkultury. Chyba każdy bez problemu byłby w stanie wskazać filmy które zdobyły największą ilość Oscarów oraz wymienić kilka, lub nawet kilkanaście tytułów i osób nagrodzonych przez Akademię. Ale czy tak gładko poszłoby też z innymi nagrodami? No cóż, chyba niestety nie. Mimo, iż Oscar nie jest nagrodą przyznawaną przez publiczność, to jednak fakt zdobycia statuetki lub nawet nominacji, znacząco przekłada się na popularność dzieła i jego twórców. Natomiast kategoria „Najlepszy Film” jest swego rodzaju wizytówką tej Oscarowej popkultury.

Odnoszę wrażenie, że członkowie AMPAS zdają sobie sprawę z tego jak wielkie znaczenie i jaki wpływ na masowego odbiorcę mają Oscary. Już nie raz Akademia, za pomocą złotej statuetki, wskazywała istotny problem społeczny, albo pokrzywdzoną i uciskaną grupę społeczną, zamiast najlepszego filmu ;-) Przykładów wcale nie musimy szukać daleko. Ostatnimi czasy bardzo głośno zrobiło się również o wszelkich zabiegach, mających na celu likwidację „Oscarowego rasizmu”. Z roku na rok Akademia coraz bardziej dba o to, żeby Oscary były jak najbardziej „poprawne” i kształtowały kulturę masową we właściwym kierunku.

Najlepszy? Najważniejszy? Najgłośniejszy? – twardy orzech do zgryzienia

Społeczne znaczenie Oscarów to jest właśnie ta „druga strona statuetki” (coby nie powiedzieć napisać „medalu”), której nie widać na pierwszy rzut oka. Lecz wcale nie trzeba wnikliwie oglądać ze wszystkich tego złotego rycerza bez ubrania, żeby dostrzec co on tam ukrywa za tym swoim długim mieczem ;-) W tym kontekście, Oscarowe „Najlepszy” niekoniecznie oznacza po prostu „najlepszy ze wszystkich (nominowanych)”. I nie mam tu na myśli tego, że zwycięzcę Oscara można określić przymiotnikiem pochodzącym od tego, co rycerz ma schowane za mieczem! Takie filmy i role nagradza się Złotymi Malinami, a przecież wszyscy wiemy, że malin sobie rycerz tym mieczem nie zasłania, prawda?

Po pooglądaniu wszystkich filmów nominowanych do nagrody głównej wydaje mi się, że w tym roku Oscarowe jury będzie miało spory problem podczas przyznawania statuetki. Dla widza, najlepszy film to głównie kwestia gustu. Dla znawcy, to już nie jest takie proste i oczywiste. Na najlepszy film składa się wiele czynników – dobra historia, scenariusz, gra aktorska, zdjęcia, montaż, scenografia, muzyka, efekty specjalne i wiele, wiele innych. Dlatego zazwyczaj filmy, które zdobywają tytuł najlepszego, wygrywają również w innych kategoriach. Ale Oscary (nie tylko, choć w szczególności właśnie te nagrody) niestety działają nieco inaczej. Wybierając zwycięzcę w głównej kategorii, jury musi pamiętać o tym że właśnie tworzy popkulturę i wskazuje ten jeden, najważniejszy film roku, który pooglądają miliony ludzi na całym świecie. Patrząc na nominowane filmy w ten sposób, zapewne zupełnie inaczej będziemy rozpatrywać dylemat co wybrać. Mocny i pełen emocji dramat o chłopcu więzionym przez całe życie w małym pomieszczeniu czy może lepiej ciepłą opowieść o miłosnych rozterkach pewnej emigrantki? Film o czołganiu się przez zimowy las czy o szalonym pościgu przez postapokaliptyczną pustynię? Ratowanie amerykańskiego pilota uwięzionego w Sowieckiej Rosji czy ratowanie astronauty walczącego o przetrwanie na innej planecie? Ekonomia czy kościół? Ida czy Mandarynki? I nie chodzi tu o to, że „Oscarowy” wcale nie oznacza „najlepszy”. Wręcz przeciwnie! Po prostu poza samą jakością filmu AMPAS, chcąc nie chcąc, musi też uwzględniać pewien aspekt społeczny. Co zresztą robi, za każdym razem coraz mocniej skupiając się na „misyjności” Oscarów i niestety coraz bardziej zatracając pierwotny cel, jakim jest wyróżnienie po prostu najlepszego filmu.

Nie chcę tym tekstem nikogo zniechęcić do oglądania Oscarowych filmów. Bynajmniej! Po prostu dzielę się moimi przemyśleniami na temat filmowej popkultury i próbuję odpowiedzieć na pytanie dlaczego statuetka nie zawsze trafia do czarnego konia wyścigu.

Czołganie po czerwonym dywanie

Tekst miał być o popkulturze, a jest raczej o filozofii wręczania nagród filmowych. I jeszcze na dodatek wyszedł (jak zwykle zresztą) dość przydługawy, bo właśnie w tej chwili, drogi czytelniku, czytasz już osiemsetne słowo w tym eseju! ;-) Zostawmy więc już za sobą te wszystkie dywagacje i przez chwilę skoncentrujmy się właśnie na tej Oscarowej popkulturze, czyli na tym, czym aktualnie żyją miłośnicy filmu: Kto zdobędzie Oscara?

Zanim siadłam do pisania tego tekstu wybrałam najlepszy film, oraz wytypowałam zwycięzcę w kategorii „Najlepszy Film”. Co ciekawe, były to dwa zupełnie różne tytuły – stąd te moje przemyślenia. Natomiast gdy skończyłam pisać to wszystko, to wybór najlepszego film wciąż pozostawał niezmienny, ale z kolei laureat Oscara już wcale nie był dla mnie aż tak oczywisty. To prosty dowód na to, że nadmiar myślenia szkodzi i że można się pogubić we własnych rozkminach. Nie róbcie tego w domu!

No i jest jeszcze jedna, bardzo emocjonująca masowego odbiorcę kwestia, a mianowicie: Czy Leonardo DiCaprio zdobędzie w tym roku Oscara?  No cóż, nie da się ukryć, że Leonardo to na prawdę dobry aktor, że kiedyś jakiś Oscar mu się należy, jak psu buda i że w „Zjawie” zaprezentował się bardzo przekonująco. Jednakowoż, trudno jest zaprzeczyć, że Hugo Szklanka to niestety nie jest jego życiowa rola. DiCaprio zagrał już nie jedną rolę o niebo lepszą od tej ze „Zjawy” i dostał za to całkiem sporo innych, prestiżowych nagród oraz cztery nominacje do Oscara. I z całą pewnością będzie miał na koncie jeszcze jeszcze świetnych kreacji, za które będzie mu można tego Oscara wręczyć. Więc skoro nawet takie rolę, jak Arnie Grape czy Jordan Belfort nie przekonały jurorów z Akademii, to tak trochę słabo by było nagle dostać nagrodę za film o czołganiu się po lesie, co nie? ;-) Aczkolwiek, jak mawiają stare, filmowe przysłowia: „Dobry Oscar nie jest zły” i „Darowanemu Oscarowi nie zagląda się za miecz” (cóż ja się tak tego Oscarowego miecza uczepiłam!?), to jeśli w tym roku Leo wygra Oscara, to po prostu ucieszy się i dziarskim krokiem pójdzie go odebrać. I nie wpadnie mu do głowy szalony pomysł, by heroicznie doczołgać się do statuetki i w imię zemsty skazać ją na pewną śmierć. (Nie widziałam co prawda jeszcze wszystkich kreacji nominowanych w tej kategorii, więc ciężko mi wybrać komu Oscar należy się najbardziej, ale wydaje mi się, że DiCaprio ma silną konkurencję.)

A teraz może wreszcie napiszesz coś do rzeczy, kobieto! ;-)

Reasumując te wszystkie płytkie i głębokie Oscarowe przemyślenia, spisane w tekście długim, niczym gala wręczenia samych nagród oraz bankiet po niej, zdradzę Wam który firm spośród nominowanych ja uważam za najlepszy.
„Pokój” – bez dwóch zdań. Przede wszystkim, jest to niesamowita historia, która urzeka i trzyma w napięciu jednocześnie. Moim zdaniem film jest zagrany rewelacyjne, scenariusz jest świetny, narracja fantastyczna a muzyka fajnie podbija kluczowe sceny. Reżyser potrafił sprawić, że widz czuje się tak, jakby sam był od lat więziony w ciasnej klitce, sam podejmował desperackie próby ucieczki, a potem, po wyjściu na świat, sam z trudem radził sobie z tą traumą. Oczywiście równocześnie wciąż pozostając dzieckiem, pełnym ufności, wewnętrznej beztroski, poznającym świat zupełnie na nowo i jednocześnie tęskniącym za tym, co jest mu znane. Niewiele jest filmów, które w dwie godziny potrafią wywołać u widza tak wiele silnych i zupełnie skrajnych emocji. A chyba o to chodzi w dobrym kinie, żeby było poruszające, prawda? Szczerze polecam ten film! Ale podkreślam, że jest to tytuł dla ludzi o mocnych nerwach.  Albo przynajmniej mocniejszych ode mnie – przez prawie pół filmu dialogi zgłaszał mi łomot mojego serca, a w kulminacyjnym momencie po prostu wybiegłam z krzykiem, żeby się uspokoić. Wrzeszczałam, że ten film jest straszny, okropny i że mnie przeraża, a potem pogladalam go do końca i uznałam, że jest rewelacyjny. (Ale w moim przypadku nawet bajka dla dzieci czy reklama w TV jest w stanie wywołać atak historycznego płaczu, więc nie ma się co dziwić, że film o matce z dzieckiem więzionych przez nieobliczalnego typa może wywołać u mnie taką psychozę!)

A który film zasłużył na statuetkę? No cóż, przewrotnie napiszę: Niech wygra najlepszy! ;-) A co! I niech każdy sobie interpretuje to tak, jak mu pasuje ;-)
A jakie są Wasze Oscarowe typy?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s