Miły wieczór

nice_evening

We wtorek Ślubny dostał wychodne na wieczór. Umówił się na 20:30, więc prawie do ósmej bawił się jeszcze z dzieckiem. W sumie, to ciężko to było nazwać zabawą – Hoganik powoli zaczynał już usypiać. Tuż przed wyjściem męża krzątałam się jeszcze po domu i szykowałam sobie miłą rozrywkę na wieczór (swing, jazz, fotel, herbata, gruba książka i czekolada <3 ). Wszystko wskazywało na to, że mój miły wieczór rozpocznie się bardzo szybko – nakarmić bobasa, przewinąć, umieścić w łóżeczku i na dobranoc jeszcze pocałować w czółko, które już pewnie dawno będzie śnić sobie piękne i kolorowe, dzidziusiowe sny :-)

Wszystko szło gładko, aż do chwili, w której położyłam Hoganiaka do łóżka. Gdy jego głowa dotknęła poduszki wszystkie słodkie, dziudziusiowe sny odfrunęły daleko. Dziecko zaczęło machać rękami i gaworzyć. Zapewne opowiadał jakiś dowcip, bo bardzo się przy tym śmiał, ale niestety nie zrozumiałam ani słowa. Dałam mu pluszowego misia i powiedziałam, że może się bawić, ale po cichu. Moje kochane, grzeczne dziecko chyba zrozumiało o co chodzi, bo zaczęło gadać do pluszaka, a ja mogłam iść do siebie i wygodnie rozsiąść się w fotelu. Nie przeczytałam nawet akapitu, kiedy rozmowa z misiem przerodziła się w zażartą dyskusję, a następnie w kłótnię i obrażanie się. Ja jestem bardzo kochającą mamą i nie bronię mojemu dziecku niczego – nawet marudzenia wtedy, kiedy ma iść spać. Jednakże, kiedy marudzenie zamieniło się wycie, doszłam do wniosku, że muszę iść przypomnieć dziecku o naszej umowie, która zawierała między innymi to, że ma być cisza. Hoganik stał na baczność, trzymając się szczebelków łóżeczka i w niezrozumiałym dla mnie języku pyskował i złorzeczył ile wlezie. Uspokoiłam dziecko, powiedziałam żeby podali sobie z misiem łapki na zgodę i opowiedzieli sobie nawzajem bajki na dobranoc. Kiedy po chwili wróciłam do lektury i stygnącej już herbaty, przeżyłam deja-vu. Chyba Hoganikowi nie spodobała się baja opowiadana przez misia…

Spodziewając się tego, że sytuacja będzie się powtarzać, wzięłam książkę, kubek i poszłam wygodnie rozsiąść się u dziecka w pokoju. Gdy pojawia się konflikt interesów, konieczny jest kompromis. Dziecko mogło więc świrować do woli, ale nie ze mną, tylko obok mnie, a ja mogłam celebrowac mój miły wieczór słuchając różnych jazzów. Niestety nie swingowych, tylko takich bardziej dixielandowych, w wykonaniu mojego syna. Po jakimś czasie okazało się, że łóżeczko jest zbyt małe do robienia wszystkich możliwych fikołków, a miś jest beznadziejny w opowiadaniu bajek na dobranoc. Więc zabawa we wstawanie, przywracanie się, turlanie i czołganie znów zamieniła się w grę w marudzenie i wrzaski. Ej, dzidziusiu, właśnie trwa mój miły wieczór! Nie przeszkadzaj! Jak Ci się nie podoba zabawa z misiem, to mogę Ci poczytać na dobranoc. I zczęłam czytać na głos to, co akurat miałam w rękach.

Po raz pierwszy akcja  „Cała Polska czyta dzieciom” w naszym domu  nie skończyła się zjadaniem książki już po dwóch minutach, tylko tak jak zalecają, po 20, kiedy to doszłam do wniosku, że „Wilk z Wall Street” to nie jest najlepsza lekturą dla niemowlą. Ale Hoganikowi się chyba podobało. Przez cały czas słuchał zafascynowany, a kiedy skończyłam czytać – zamknął oczy i usnął.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s