Kiedy robić dzieci?

Mama Sylwii to na prawdę niezła partia. Jest pewna siebie, zaradna życiowo, ma poczucie humoru i lubi aktywnie spędzać czas. Owszem, ma już trochę siwych włosów tuż nad lewą skronią, ale fryzjerka dobrze dobrała farbę i nic nie widać. Figury 20-latki też już co prawda nie ma – trzy ciąże, siedząca praca i wiek robią swoje. Ale i tak całkiem niezła z niej laska. Potrafi ubrać się elegancko i z klasą, jednocześnie sprytnie tuszując wszelkie niedoskonałości. Makijaż też ma nienaganny. Zawsze wygląda bardzo efektownie. Jedyna rzecz, która może zdradzać jej prawdziwy wiek, to te kilka delikatnych zmarszczek koło oczu. Ale i tak nikt by nie powiedział, że ma 50 lat. Tak, mama Sylwii jest niewątpliwie perfekcyjna. Ma tylko jedną, jedyną wadę: chciałaby, żeby jej dzieci miały teraz po kilka-może kilkanaście lat, mieszkały razem z nią w domu, pytały się o zgodę, kiedy chcą spotkać się ze znajomymi, przybiegały do niej z każdym problemem, troską i zmartwieniem, oraz absolutnie nie rozpoczynały samodzielnego życia na własną rękę. Ale niestety mama Sylwii zabrała się za robienie dzieci co najmniej o dekadę za wcześnie.

Szczerze mówiąc, to nie wiem kto jest autorem tego zdjęcia ;-)

Szczerze mówiąc, to nie wiem kto jest autorem tego zdjęcia ;-)

Zanim zdejmiesz majtki

…zastanów się ile lat może mieć Twoje dziecko, kiedy Tobie stuknie 40-tka, 50-tka, kiedy przejdziesz na emeryturę.

Kiedy Twoje dziecko przychodzi na świat, policz sobie ile lat będziesz mieć, kiedy pójdzie ono do szkoły, w jakim będziesz wieku, kiedy będzie ono obchodzić 18-naste urodziny, zdawać maturę, kończyć studia, zaczynać pracę, dorosłe życie… Pomyśl w które urodziny możesz zostać teściową lub teściem, a w które babcią lub dziadkiem. I przypominaj sobie o tym co roku, za każdym razem, kiedy Twoje dziecko obchodzi kolejne urodziny. Pogódź się z tym, ile ono ma lat. Nie usamodzielniaj go na silę i nie wpychaj w świat dorosłych tylko dlatego, że Ty chcesz się wyszumieć zanim poczujesz że twój PESEL się zestarzał. Nie ingeruj zanadto w życie swojego dorosłego już dziecka, chcąc mu pokazać, jakim dobrym, troskliwym i pomocnym rodzicem jesteś.

Jeśli Ci to nie pasuje, to ubierz majtki z potworem i zrób sobie dziecko w innym terminie.

Rodzice dzieci w nieodpowiednim wieku

Jest wiele osób, które musiały usamodzielnić się bardzo wcześnie. Zazwyczaj dlatego, że „starzy” w pewien sposób wymusili to na nich. To nie jest złe, że 7-latek potrafi sam sobie ugotować obiad, a 18-latek mieszka i utrzymuje się samodzielnie. Ale tylko i wyłącznie pod warunkiem, że po prostu taki dzieciak z natury jest samodzielny i zaradny, i ta dorosłość w głównym stopniu wynika z jego inicjatywy. Że po prostu tego chce. Kiedy jednak sytuacja w domu niejako zmusza dzieciaka do szybszego wkroczenia w dorosłość, to znaczy, że rodzice chyba dali plamę. Jeżeli ktoś nie zamierza niańczyć dziecka przez wiele lat, to niechaj sobie tego dziecka nie robi. It’s simple.

I niechaj mi tu nie krzyczą żadne krzykacze, które twierdzą, że przecież czasem dziecko pojawia się przez przypadek i rodzice po prostu zostają postawieni przed faktem dokonanym. Dzieciaki same się nie robią, nie wyskakują z kapusty, ani nie przynosi ich bocian. Poza kilkoma skrajnymi (przy okazji karalnymi) przypadkami, ciąża zawsze jest świadomą i dobrowolną decyzją. Jeżeli komuś na prawdę bardzo, bardzo zależy na tym, żeby dzieci nie mieć, to ich po prostu nie ma. Sposobów, by uniknąć ciąży jest przecież mnóstwo.

Kidults z przymusu

Coraz popularniejsze jest z kolei zupełnie odwrotne zjawisko. Tak zwani „kidults” to osoby, które teoretycznie już dawno powinny wkroczyć w dorosłość, ale wciąż jednak siedzą na garnuszku u rodziców. Tak strasznie psioczy się na te tłumy absolwentów szkół wyższych, którzy zamiast pójść do pracy, wolą wrócić do mamusi i potrzymać ją za spódnice jeszcze przez kolejne kilka lat. Albo na tych, którzy pracują i zarabiają całkiem niemałe pieniądze, a wciąż jednak mieszkają z rodzicami, zamiast poszukać sobie wreszcie swojego własnego dachu nad głową i zacząć żyć własnym życiem. Z całą pewnością są wśród nich tacy, którzy świadomie wybierają właśnie taki układ, bo to jest dla nich wygodniejsze. Zawsze to fajniej i prościej, jak ktoś inny zrobi papu i podstawi je pod nosek, jak upierze brudne ciuszki, jak wysprząta, zrobi zakupy, opłaci rachunki i zajmie się wszystkim. (Ach… ależ się rozmarzyłam! Też bym tak chciała…)

Ale wśród kidults jest też niemała grupa takich, którzy decyzję o odroczeniu chwili wkroczenia w samodzielne, dorosłe życie podjęli pod wpływem rodziców. Wielu jest bowiem rodziców, które są w stanie znaleźć tysiąc powodów dla których ich pociecha powinna zostać z nimi w domu, w rodzinnej miejscowości, zamiast wyruszyć w daleki świat i samodzielnie radzić sobie z problemami. „Bo o pracę ciężko”, „Bo mało płacą”, „Bo mieszkania takie drogie”, „Bo życie tyle kosztuje”, „Bo tutaj się przydasz”, „Bo tu na pewno coś się dla Ciebie znajdzie”, „Bo jak zamieszkasz blisko, to będziesz nas częściej odwiedzać”, „Bo my Ci pomożemy”, „Bo tak będzie taniej”, „Bo tutaj są takie świetne warunki”, „Bo jakąś nową firmę tutaj otworzyli i szukają pracowników”, „Bo będę tęsknić i się martwić”, „Bo jeszcze jesteś młody/młoda i masz czas”, „Bo sobie nie poradzisz”…
Ejże!
Nawet dla całkiem zaradnego dwudziestoparolatka decyzja o tym gdzie mieszkać, za co żyć i w jaki sposób, to nie zawsze jest taka prosta i oczywista. A w taki sposób raczej się nie ułatwia podjęcia takiej decyzji. Wręcz przeciwnie!
Jeśli Twój dzieciak (o ile takiego starego konia można w ogóle nazwać dzieciakiem) zamierza się usamodzielnić i wkroczyć w dorosłość, to wspieraj go w tym i mu kibicuj! A nie tłumacz dlaczego jeszcze powinien poczekać.

Arytmetyka, seks i życie

Zdaję sobie sprawę z tego, że matematyka to średnia gra wstępna i że liczenie jak długo ewentualne dziecko będzie dzieckiem, potrafi w mgnieniu oka zabić cały romantyzm tej pięknej chwili i skutecznie ostudzić gorącą atmosferę. Ale wydaje mi się, że dla dobra własnego i dobra kolejnych pokoleń warto jest poświęcić te kilka minut na wykonanie prostego dodawania.

Wiem, że dziecko to odpowiedzialność na wiele lat i że jak raz zostanie się rodzicem, to jest się nim do końca życia. To normalne, że nie wiemy jak będzie wyglądało nasze życie za 20 lat. Przez ten czas wiele może się zmienić, nie będziemy już tymi samymi ludźmi co teraz, zupełnie inaczej będziemy patrzeć na świat i zupełnie inna będzie nasza hierarchia wartości. Ale inny będzie też ten człowiek, którego kiedyś powołaliśmy do życia.

Z każdym kolejnym etapem rozwoju dziecka rodzice dopasowują się do jego potrzeb. Najpierw zmieniają pieluchy, a potem przestają. Najpierw uczą chodzić, mówić, jeść samodzielnie, a potem uczą jak się ubierać, jak wiązać sznurówki, jak jeździć na rowerze, jak zachowywać się w towarzystwie, jak rozwiązywać trudne zadania domowe, jak podejmować ważne życiowe decyzje, jak radzić sobie ze złamanym sercem… A potem „klik” i w mózgach rodziców coś się zacina i postanawiają, że nie będą uczyć swoich dzieci jak stać się dorosłym człowiekiem. A przecież dorosłe dziecko w żaden sposób nie umniejsza ich rodzicielstwu. Wręcz przeciwnie – wynosi je na wyższy poziom. Teraz ten młody dorosły człowiek potrzebuje wsparcia, dobrej rady, poklepania go po plecach i kilku słów na zachętę: „Idź, żyj i ciesz się życiem. Jak coś, to wiesz gdzie nas szukać.” Ten młody dorosły człowiek już nigdy nie będzie miał tylu lat ile ma teraz. Nie kradnijmy mu ich. Zresztą sami też mamy swoje lata, których przecież już nigdy nie odzyskamy. Korzystajmy więc z nich, a nie traćmy ich na to, by uprzykrzać życie osób, które tak bardzo kochamy.

Advertisements

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s