Syndrom wicia gniazda po Huleczkowemu

Dopadł mnie syndrom wicia gniazda! Dość wcześnie, bo już na początku drugiego trymestru i dość intensywnie, bo potrafi pochłonąć mnie nawet na kilka godzin dziennie!

room-669427_1920

Jeśli myślicie, że jestem właśnie w szale organizowania przestrzeni dla dziecka, malowania ścian i sufitów, tapetowania, skręcania mebli i ustawiania na nich tysiąca dodatków, które przytargałam do domu z dziesiątek różnych sklepów wnętrzarskich, to jesteście w błędzie. W bardzo dużym błędzie! Po pierwsze, mój stan zdrowia nie sprzyja chodzeniu, ani nawet długotrwałemu staniu, a już tym bardziej dźwiganiu, przesuwaniu szaf, gimnastykowaniu się z pędzlem i wałkiem, czy nawet bieganiu po sklepach. A po drugie, to jest to moja własna, indywidualna odmiana instynktu gniazdowania – dziwna anomalia, która zapewne będzie zupełnie niezrozumiała dla większości społeczeństwa.

Z natury nie jestem stworzeniem kanapowym. Wolę spędzać czas aktywnie i kreatywnie. Owszem, lubię leżeć z książką w ręce, kubkiem kawy i tabliczką czekolady tuż obok oraz przyjemną muzyką w tle, uwielbiam wygodnie się rozsiąść, przytulić się do Ślubnego i pooglądać z nim film lub serial, ale to jest dla mnie raczej forma odpoczynku, a nie spędzania wolnego czasu. Jednakże w ciąży, raczej z przymusu niż z powodu moich wewnętrznych potrzeb i chęci, kanapa stała się głównym terytorium mojej egzystencji. Zupełnie mi z tym nie na rękę i nie po drodze, bo o wiele bardziej wolałabym chodzić na spacery, spotykać się ze znajomymi, jeździć na wycieczki i przede wszystkim biegać na tańce, a z kanapą przyrośniętą do tyłka niemal na stałe, jest to co najmniej trudne do zrealizowania. Jednak w ogóle, w najmniejszym nawet stopniu, nie przeszkadza mi to, bym mogła w pełni realizować swój syndrom wicia gniazda.

Jeżeli uważacie, że pochłonęły mnie zakupy internetowe i zamawianie w sieci setek dzieckowych gadżetów, a popołudniami zmuszam Ślubnego do różnych prac remontowych , to wciąż wasze rozumowanie idzie w zupełnie przeciwnym kierunku. Instynkt gniazdowania po Huleczkowemu, polega na oglądaniu wszystkich możliwych programów z Dorotą Szelągowską na player.pl. Z uwagą i pełnym skupieniem podziwiam więc jak Dorota remontuje, urządza, robi metamorfozy i poluje na ludzi w sklepach meblowych, żeby znaleźć kolejne pomieszczenie wymagające gruntownych zmian.

Jeszcze około 4 miesiące ciąży przede mną, więc trudno jest przewidzieć, jakie będą finalne efekty tego mojego nietuzinkowego syndromu wicia gniazda (zapewne wyoglądam wszystkie możliwe odcinki i będę z zapartym tchem oczekiwać na zbliżające się premiery). Ale jak tylko poczuję się lepiej (ha ha ha! Marzenia ściętej głowy!), to sama upoluję swoje własne mieszkanie, zabiorę się za doprowadzenie go porządku i sprawię, iż niektóre jego zakamarki (nie remontowane ani nie odświeżane od ponad 50 lat!) wreszcie przestaną straszyć i wywoływać dreszcze oraz senne koszmary.
No chyba, że Dorota Szelągowska nagle postanowi odmienić formę któregoś ze swoich programów i zacznie polować na mieszkania tuż pod drzwiami od klatki. To znacznie uprościłoby sprawę – remont byłby wtedy normalnym remontem, a nie jedynie łataniem dziur plasteliną ;-)

Reklamy

One Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s