Kwartalnik Ciążozaura – the last issue!

Tydzień 32

– Jest Pani w stanie wskazującym…
– ?
– …na zaawansowaną ciążę…
– Yyy…
– …i nie będę ukrywać, że nie jest najlepiej…
– !!!???
– Wolałabym się z Panią spotkać na porodówce nieco później, tak bardziej w terminie, a nie w przeciągu najbliższych kilku tygodni. Proszę się oszczędzać, koniecznie!
– Ależ ja się oszczędzam! I to bardzo!
– To proszę spróbować oszczędzać się jeszcze bardziej.

No i masz babo placek. Taki bez cukru, na mące żytniej lub razowej. Dotychczas, odkąd tylko znów zaczęła mi doskwierać miednica, nie robię prawie nic, poza tym, co konieczne i poza kilkoma ćwiczeniami na tą nieszczęsną miednicę. Nie sprzątam, gotuję tyle, ile muszę, dziecka na rękach nie noszę i nie dźwigam, bo on sam już od dawna chodzi (jedynie na przewijak czy krzesełko do karmienia wsadzam, bo może lepiej żeby sam nie wyłaził. Chociaż i tak czasem próbuje..). Dom wygląda jak pobojowisko, a Ślubny kiedy tu wraca po całym dniu pracy, to nie wie w co ręce wsadzić. Poprosiłam o pomoc znajomych – jedna koleżanka regularnie zagląda tu do mnie, żeby posprzątać, druga żeby zająć się chwilę dzieckiem, szwagierka w weekendy i po pracy zabiera Hoganika na spacer. A ja przez ten czas głównie odpoczywam. Leżę, siedzę i różne, niewymagające wysiłku fizycznego, cuda na kiju robię. A teraz się dowiaduję, że mam się oszczędzać… jeszcze bardziej!? Chyba wpłacę się na wysokooprocentowaną lokatę i będę sobie na niej leżeć aż do stycznia… Koniecznie muszę poradzić się Michała Szafrańskiego – on jest przecież ekspertem w dziedzinie oszczędzania! Na pewno będzie umiał mi pomóc…

Tydzień 33

Z serii Rozmówki ze Ślubnym:

– [znów narzekam sobie na to, jak mi jest źle i nie dobrze, kiedy jestem w ciąży]
– Tak sobie myślę, że w sumie, to ciąża i poród są spoko… Ale tak wiesz, tak koncepcyjne są fajne…
– O.o !?!?!?
– No bo widzisz, nowe życie, nowy człowiek się rodzi, jest w brzuchu u mamy przez 9 miesięcy, rozwija się…
– Skoro to takie fajne, to sam sobie zajdź w ciąże, tak wiesz – koncepcyjnie sobie zajdź. Ja uważam, że ktoś kto projektował człowieka nieźle spierniczył ten temat, już na poziomie koncepcyjnym. I jak kiedyś go spotkam, to nie omieszkam go o tym poinformować!

[Przez kilka dni temat zajebistości koncepcji ciąży nie jest w naszym domu poruszany. Aż tu nagle, któregoś dnia wieczorem…]

– Nie, jednak ta koncepcja wcale nie jest taka dobra.
– Jaka koncepcja?
– Koncepcja ciąży.
– E, no co ty! Przecież to jest taka super koncepcja! Nowe życie, nowy człowiek się rodzi… Kapitalna sprawa!
– No, tak. Ale najpierw jest ci niedobrze, rzygasz, potem cię ten dzieciak kopie po żebrach, po bebechach i w ogóle, a potem jak się urodzi, to cię jeszcze w cycki gryzie. Brrr…. Okropne!

[Kurtyna!]

 Tydzień 34

Ostatnio średnio nadaję się do użytku. I tak przez większość ciąży jestem mało przydatna, ale już w końcówce, to w ogóle nie nadaję się do czegokolwiek. Jakiś czas temu znów pojawiły się u mnie problemy z bezsennością. W nocy spać nie mogę, w dzień też ciężko mi się śpi, więc po kilkunastu dniach takiego męczenia się większość funkcji życiowych, które nie są do egzystencji niezbędne, zaczyna mi się po kolei wyłączać… W poprzedniej ciąży było to samo – też w podobnym czasie pojawiły się kłopoty ze spaniem. Ciężko mi było usnąć, a po kilku godzinach budziłam się cała obolała i już do rana nie byłam w stanie zmrużyć oka. Wyspałam się dopiero w szpitalu po porodzie. O jak mi wtedy było dobrze! Przez całą pierwszą dobę na sali pooperacyjnej odespałam poprzedni miesiąc! :-)

Tydzień 35

Kobiety w ciąży ponoć uwielbiają przygotowania do pojawienia się dziecka na świecie, całą sobą angażują się w kompletowanie  cudownej wyprawki dla malucha, mają coś takiego jak syndrom wicia gniazda i ogólnie przez większość czasu z tych 9 miesięcy żyją właśnie przygotowaniami i oczekiwaniem. No ja tak nie miałam. Znaczy się, miałam – dopadło mnie w tej ciąży coś zbliżonego do instynktu gniazdowania, ale w chwili, gdy pooglądałam już wszystkie odcinki, ze wszystkich sezonów, z każdego programu o remontach, mój syndrom wicia gniazda się zakończył i tyle go widzieli. Ale teraz uznałam, że już czas najwyższy (wręcz ostateczny!), żeby już mieć wszystko przygotowane na pojawienie się malucha. No bo kurczę, dziecko już za miesiąc będzie w domu, a ja nawet żadnej torby do szpitala spakowanej nie mam… #WyluzowanaMama ;-)

Nieodwołalnie zabrałam się więc za wszystkie przygotowania. Synowi przykleiłam znaczek pocztowy na czoło i wysłałam na weekend do moich rodziców, Ślubnego zagoniłam do przesuwania mebli, dźwigania i sprzątania całego domu, a sama zabrałam się za przeglądanie wszystkich małych ciuszków i innych gadżetów sprzed półtorej roku, za niekończące się pranie tego wszystkiego i pakowanie. Już większość punktów z listy mam odhaczone, a w najbliższym czasie będę mogła już wreszcie powiedzieć, że jestem w pełni przygotowana.

Tydzień 36

Nienawidzę ciężarnej siebie. Jest to z całą pewnością najgorsza wersja mnie, jaka tylko istnieje. Taka marudna, rozdrażniona i ze skłonnościami do depresji. Na dodatek osłabiona, przemęczona, ociężała, nie dosypia i męczy się z permanentnym bólem. Szybko traci siły i cierpliwość. Chciałaby robić tysiące rzeczy, a jest w stanie co najwyżej kilka. Nawet sama wyjść z wanny nie jest w stanie. Z tej bezradności i bezsilności chce się jej płakać. Czas wolny spędza na odliczaniu jeszcze dni do zostało końca.

Niby nic takiego, no bo przecież każdy ma czasem gorsze dni.
No właśnie, czasem. I dni, ewentualnie tygodnie. A nie przez cały czas i przez 9 miesięcy.

A ja bym chciała być tą normalną wersją siebie, tą którą jestem na co dzień, tą wersją, którą kocham. Taką pogodną, energiczną i roześmianą. Taką, która tańczy, chodzi na długie spacery, która ma w sobie tyle radości i pogody ducha, że może rozdawać innym i starczy dla wszystkich. Tak, ta wersja też miewa zły nastrój, też bywa zmęczona i ma dość. Daleko jej do ideału. Jest bałaganiarą, bywa złośliwa, uszczypliwa i uparta. Wszystkim poprzeczkę stawia wysoko (a w szczególności sobie) i nie uznaje taryfy ulgowej. Ale właśnie taką siebie kocham – żyjącą pełnią życia i czerpiącą z niego garściami, cieszącą się każdą chwilą.

Ale wiecie co mnie najbardziej boli, czego najbardziej nienawidzę w tej aktualnej wersji siebie? Że przez nią cierpią też wszyscy Ci których kocham, moi najbliżsi. Że w niewielu kwestiach mogą na mnie teraz liczyć, a mimo to muszą dać mi więcej wsparcia i pomocy, bo bez nich sobie nie poradzę. Że Ślubny po pracy wraca wykończony, ale ma jeszcze prawie cały dom na głowie, więc nie ma nawet kiedy odpocząć. Mimo iż bardzo tego potrzebuje, już od miesięcy. Że ledwo jestem w stanie zająć się synem, wymagam od 1,5 dziecka na prawdę sporo samodzielności i rozsądku, jak na jego wiek. A w zamian nie mogę mu dać aż tyle mojej cierpliwości ile potrzebuje i tyle uwagi ile by chciał.

Nienawidzę ciężarnej siebie.

Tydzień 37, Święta Bożego Narodzenia

Panie Boże,
pomóż mi, bo jest mi teraz cholernie ciężko. Pomóż mi, bo sama sobie nie radzę.
Dałeś mi tyle wspaniałych rzeczy: kochającego męża, syna – żywe srebro i córkę, którą już za kilka tygodni wezmę w ramiona i dałeś mi te cudowne Święta razem z nimi. Ale nie dałeś mi sił, bym mogła się tym cieszyć. Sprawiłeś, że mam wszystko to co najpiękniejsze i jednocześnie pozwalasz na to, bym nie była w stanie zachwycać się tym. Jakież to podłe z Twojej strony. Te wszystkie Twoje dary i błogosławieństwa wpędzają mnie w poczucie winy, że zamiast cieszyć się nimi, zamiast celebrować te wyjątkowe chwile, które już nigdy się nie powtórzą, ochłonąć jak gąbka wszystko to, co mnie otacza, ja opadam z sił, chowam się, wegetuję, zamykam oczy i udaję, że to tylko zły sen, że zaraz obudzę się i będę w stanie udźwignąć to całe szczęście, które mam.
Dlaczego?
Dlaczego mi to robisz?

Tydzień 38, pierwszy tydzień nowego roku

Rozmówki ze Ślubnym:

Joasia: [marudzi na to, jak strasznie źle jej jest, kiedy jest w ciąży]
Ślubny: Nie martw się Kochanie, znam skuteczne rozwiązanie wszystkich Twoich problemów!
J: [z nadzieją w głosie] Tak? Jakie? :-D
Ś: Powiem Ci za miesiąc.

Uff… nareszcie! Bardzo chciałam dotrwać do nowego roku. Kiedy kilka miesięcy temu przeglądałam kalendarz to okazało się, że z początkiem 2017 roku moja ciąża będzie już ciążą donoszoną, a dziecko już oficjalnie gotowe do przyjścia na świat. Dlatego cieszę się, że ten czas już nadszedł :-)

Ostatnie tygodnie były bardzo ciężkie, a kolejne wcale nie zapowiadają się lepiej. Uważam, że ciąża to w ogóle nie jest żaden stan błogosławiony! Ciąża, to choroba weneryczna o bardzo nieprzyjemnych objawach. Przekonałam się o tym w pierwszej ciąży, a w drugiej jeszcze dodatkowo utwierdziłam się w tym. Bardzo, bardzo bym chciała być niemarudzącą ciężarną, która jest w stanie funkcjonować normalnie. Jak jeszcze za pierwszym razem było znośnie – tak, też byłam obolała i pojawiło się sporo utrudnień, ale przynajmniej byłam w stanie chodzić, ruszać się i ogarnąć przynajmniej siebie samą. Tak niestety tym razem nie było mi to pisane i mimo szczerych chęci, bez pomocy bliskich po prostu nie dałabym rady. Na szczęście to już ostatnia prosta, koniec widać już jak na dłoni.

 Tydzień 39

U mnie już tryb kanapowy aktywowany w pełni. Od kilku dni nic innego nie robię, tylko przyrastam do kanapy i pilnuje walizek do szpitala. I taki też jest plan na najbliższe dni :-)
Końcówka ciąży jest ciężka. Kobieta staje się już najprawdziwszym na świecie dinozaurem, ale z kondycją godną co najwyżej drobiu z chowu ekologicznego. Szybko się męczy, trudno się jej oddycha, kwadrans wysiłku wymaga godziny regeneracji (nawet, jeśli tym wysiłkiem było jedynie odgrzanie garnka zupy). No i do łazienki co 20 minut. No i wszystko boli już coraz bardziej. No nie ma lekko. Ale nikt przecież nie obiecywał, że tak będzie ;-)

Ponoć pojawienie się pierwszego dziecka ponoć potrafi wywrócić życie do góry nogami. U nas tak się nie stało. To prawda, sporo się zmieniło, ale nie była to żadna rewolucja. Z całą pewnością mniejsza od tej, na którą się nastawiałam, przed którą ostrzegały mnie inne matki i inni rodzice. A czy jak się pojawia kolejne dziecko, to wtedy te zmiany są mniej odczuwalne, czy bardziej?
Na pewno przy kolejnym dziecku jest nieco inaczej. Czy mniej, czy bardziej – ciężko powiedzieć. Z całą pewnością to, że już jest w domu jeden maluch, którego jednak nie można jeszcze zostawić bez opieki, wymaga pewnych dodatkowych przedsięwzięć logistycznych i organizacyjnych. Jak długo w ciąży dam radę zajmować się dzieckiem? Kto się nim zaopiekuje, kiedy ja będę w szpitalu? Co zrobić, kiedy będę musiała natychmiast jechać do szpitala, a akurat nikt nie będzie mógł zastąpić mnie na warcie? To wszystko wymagało opracowania planu A, B itd., ustalenia z kilkoma osobami czy mogą pomóc, na ile mogą pomóc i kiedy, w jakich okolicznościach można się do nich o tą pomoc zwrócić. Im bliżej „godziny zero”, tym większa mobilizacja, a każdy kolejny dzień, tydzień wszyscy wokół odhaczali z ulgą. I teraz udało się dotrwać do takiego momentu, kiedy już wszystko jest na spokojnie, już wszystko jest dograne i czeka w gotowości.
Całe szczęście :-)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s